Turcja 2004 wraz z Orlen Team !!

Dzień dziesiąty - niedziela 08-08-2004

W hotelu wyspałem się porządnie i zrobiłem już ostatnie niestety zdjęcie z orlenowcami.

Holger Zbyszek i ja

Na śniadanie wkręciłem się w hotelu i poszedłem spakować swój motocykl. Pomogłem też zapakować rajdówki i bambetle teamu do busa. W nagrodę miałem okazję przejechać się dakarówką!! Co mnie zdziwiło to to, że przy małych szybkościach silnik w dakarówce pracuje równiej i mniej szarpie niż mój!! Pożegnałem się ze wszystkimi i cóż, ruszyłem w stronę Polski przez Burdur i Ispartę. Po drodze jak zwykle kupiłem owocki w przydrożnym sklepiku

Sklep

i zjadłem je w malowniczym miejscu. Ciągle nie mogłem się przywyczaić do serdeczności turków. Jak sobie tak siedziałem to przejeżdzający kierowcy samochodów zatrzymywali się ot tak, aby pogadać.

Obiadek w malowniczym miejscu

Od czasu do czasu zdarzały się widoki pozostawionych i rozszabrowanych samochodów. Dziwne, bo okolice sprawiały wrażenie bezpiecznych.

Co tu się stało?

Ciężko się mi jechało. Pogoda była super, ale jakiś taki rozleniwiony byłem już nie mówiąc o tym, że odparzyłem pupę. Na dodatek musiałem się przepakować, bo mi się bagaż słabo trzymał.

Przepakowywanie cz. 1

Przepakowywanie cz. 2

Gdzieś w okolicach Dinar zjadłem kolację. Tak szczerze mówiąc to nie pamiętam jak się nazywała ta potrawa. W każdym razie mięso było super, zjadłem je z bułkami. Nie wiem po co natomiast dostałem łyżkę? Chyba tego oleju co został nie wyjada się łyżką zagryzając bułkami?

Obiad

Trochę za Dinar znalazłem superanckie miejsce na nocleg i poszedłem spać.