Turcja 2004 wraz z Orlen Team !!

Dzień ósmy - piątek 06-08-2004

Spało się nawet spoko. Trochę przeszkadzał team spawający obok jakąś terenówkę. Rama przełamała się na pół i prawie do rana ją spawali. Spawanie spawaniem, ale odgłos szlifierki kątowej przygrywającej do snu nie był najprzyjemniejszy. W każdym razie wstałem raniutko o 5tej, wkręciłem się jakoś na śniadanie rajdowe (wykorzystując to, że rajd zmieniał bazę i panowało zamieszanie) i razem z całym teamem i wyruszyłem w drogę. Nie chciało mi się jechać razem przy busie, więc samotnie napierałem przez Aksaray w kierunku miejscowości Konya. Co raz spotykałem różne dziwolągi na drogach. O - tak na przykład wyglądała miejscami droga krajowa.

Czyżby pas rozdzielający jezdnie?

Krajobraz zmieniał się powoli i z takiego prawie pustynnego krajobrazu w centrum Turcji:

Centrum Turcji

powoli wraz ze zbliżaniem się do Morza Śródziemnego do takiego z roślinkami. Gdzieś tam po drodze zatrzymała mnie policja, ale tylko po to, aby przybić mi piątkę i życzyć (o ile dobrze zrozumiałem) szerokiej drogi. Gdzieś w innym miejscu zatrzymałem się i zjadłem rację energetyczną rajdowców no i tak mi spokojniutko mijała droga.

Południe Turcji

W samych okolicach Bozkir zauważyłem jakąś ciężarówkę rajdową pytającą się innej (przeładowanej jak każda) lokalnej ciężarówki o drogę. Trochę podjechałem razem z nią ale na górskich zakrętach nie chciało mi się trzymać ciężarówkowej szybkości, więc ją wyprzedziłem i na metę dotarłem sam.

Spotkanie ciężarówek

Po jakiejś godzince zaczęli przyjeżdżać pierwsi zawodnicy. O - to jedzie Marek.

Marek jedzie!

A to już samochody:

Schlesser buggy!

Po obejrzeniu przejazdu samochodów udałem się do bazy rajdu. Podczas jednego z postoi podjechał do mnie gazik z wojskowymi. Wyskoczyli z kałachami i coś do mnie krzyczeli i wymachiwali. Co miałem zrobić - wsiadłem na moto i pojechałem. Nie wiem o co im chodziło. Później przejeżdżałem przez Tasquent i tam pstryknąłem kilka ciekawych zdjęć. O - tutaj widać lokalny transport wprowadzany do domu.

Lokalny transport!

A to jest zdjęcie w drugą stronę:

Biedniejsza strona Turcji

Po drodze jeszcze zjadłem sobie ulubione owocki.

Owocki

W końcu jednak dotarłem na oficjalną metę odcinka w Bozkir. Nie za bardzo wiedziałem, gdzie będzie baza rajdu więc na mecie poczekałem na jakiegoś zawodnika. Trochę musiałem się odganiać od przesympatycznych dzieci. Nie wiem dlaczego, ale wszystkie chciały dać mi "Cześć!".

Dzieci

Za wypatrzonym zadownikiem dotarłem do malowniczo położonej bazy rajdu.

Baza rajdu

Nasi rajdowcy akurat odpoczywali po trudach odcinka.

Rajdowcy odpoczywają

Akurat tego dnia etap był najdłuższy z dotychczasowych - 644 km, w tym 390km samego odcinka specjalnego. Jacek przyjechał na metę 6-ty, czyli jutro znowu wyjeżdża pierwszy na trasę. Marek natomiast miał kraksę i zajął siódme miejsce. Trochę ze wszystkimi porozmawiałem, po czym mechanicy zajęli się motocyklami, a rajdowcy opisywaniem trasy następnego odcinka specjalnego.

Cały team przy pracy

Cały team przy pracy

Wieczorkiem przyszedł jeszcze pogadać z naszymi Ullevalseter więc zrobiłem sobie z nim zdjęcie. Dla mniej zorientowanych i śledzących wyniki rajdów cross-country trzeba dodać, że Ullevalseter został Mistrzem Świata w roku 2004. W ogóle to nie spodziewałem się znaleźć w aż tak doborowym towarzystwie - po zakończeniu sezonu Jacek Czachor został Wicemistrzem Świata, a Marek Dąbrowski Drugim Wicemistrzem Świata!!!! Takie odwiedziny Ullevalsetera nie były niczym dziwnym - wpadał do wieczór pogadać mimo tego, że przecież podczas rajdu rywalizował z naszymi chłopakami! Podczas całego rajdu panowała jednak naprawdę rodzinna atmosfera, a sytuacje, gdzie nasi mechanicy po zakończeniu swojej roboty chodzili pomóc innym były czymś normalnym, a nie wyjątkiem.

Ja i Ullevalseter

Późnym wieczorem wszyscy poszliśmy spać. Tym razem Jacek z Markiem spali w namiotach, Zbyszek w busie, a ja z Holgerem położyliśmy się przy motocyklach. Dostało mi się nawet honorowe miejsce na nocleg - pomiędzy dwiema rajdówkami!!!!