Turcja 2004 wraz z Orlen Team !!

Dzień szósty - środa 04-08-2004

W busie serwisowym spało się super. Rano obudził mnie Holger (drugi z naszych mechaników - niemiec) przynosząc śniadanie.

Śniadanie rajdowe.

Wow - takich luksusów to dawno nie miałem :). Zaraz po śniadaniu przyszli Jacek z Markiem i zaczęli się szykować do wyjazdu na start. Ja też zacząłem się szykować, bo jeszcze poprzedniego dnia Jacek obiecał mi, że mogę z nim pojechać razem na start - tak, abym się nie zgubił. Wsiedliśmy więc razem z Jackiem na motocykle i tuż przed 6-tą byliśmy na oficjalnym starcie odcinka Urgup-Urgup.

Oficjalny start do odcinka

Za oficjalnym startem odcinka, na dojazdówce, trochę się pogubiłem. Masa zawodników jechała jednak dojazdówką na start do odcinka specjalnego, więc razem z jakąś grupą dojechałem na start. Jacek juz tam był, a za chwilę przyjechał Marek lekko zdenerwowany.

Marek przyjechał

Zaczął ciec mu olej i to w takim dziwnym miejscu, że zachlapał mu twarz i kurtkę. Szybko zabraliśmy się za zdjęcie osłon i diagnozę tego co się stało.

Diagnoza

Okazało się, że wyciek jest spod miedzianej podkładki magistrali olejowej. Wczoraj była odkręcana przy wymianie oleju i okazało się, że nowa podkładka jest wadliwa. W sumie powinno to wyjść już wczoraj przy testach motocykla zrobionych po wykonanym przeglądzie! Ale wczoraj nic złego się nie działo. Zbyszek Radzikowski pojeździł nim trochę, rozgrzał porządnie i nic nie ciekło! Dziwne! W każdym razie udało się zdobyć podkładkę i zdążyć ją wymienić przed startem do odcinka specjalnego. Za chwilę wystartował Jacek (pojechał jako pierwszy), a ja postanowiłem znaleźć trochę lepsze miejsce do oglądania. Pojechałem polem, dotarłem do pierwszego zakrętu i tam popstrykałem trochę zdjęć. O - to jest częste niestety zdarzenia na rajdach cross-country.

Kto wygra?

Za chwilę nadjechał Marek, więc pomachałem mu flagą.

Marek

O rany - po pierwszym przejeździe Marka już było widać, że jest w formie. Pewnie chciał nadgonić stracony wczoraj czas i gonił na upadłego. Naprawdę nie był potrzebny stoper ani radar, aby zobaczyć różnicę szybkości pomiędzy nim, a innymi. Szkoda, że Jacka przejazdu nie zobaczyłem, a tylko start. Startuje to każdy podobnie. Gdy zaczęły się przejazdy samochodów musiałem przenieść się na drugą stronę drogi, bo wiatr wiał akurat od strony drogi, a ilość kurzu wzniecanego przez samochody była dużo większa.

BMW

Po obejrzeniu przejazdów pojechałem na zaplanowane miejsce, aby obejrzeć drugi przejazd. Po drodze zjadłem sobie owocki na obiadek. Niesamowici są naprawdę ci turcy. Gdzieś w środku jakiejś dróżki pomiędzy polami sobie siedziałem i jadłem te owoce, a przechodzący turek jak mnie zobaczył chciał mnie od razu gdzieś na obiad zaprosić. Nie skorzystałem, no bo jakoś chyba nie jestem przyzwyczajony do takiej gościnności. Mimo wszystko jednak miło się zaskoczyłem. Gorzej, że siedząc obok moto zauważyłem, że pęka mi przedni tłumik w miejscu w którym wchodzi do niego rura wydechowa. Jak nic było to pęknięcie spowodowane wibracjami. Póki co postanowiłem to ignorować i liczyć na to, że nie pęknie całkowicie przed powrotem do Polski.

Droga w Turcji

Zaplanowanego miejsca przejazdu rajdu nie znalazłem. Trudno jest znaleźć miejsca przejazdu zawodników, nawet jak się ma dostęp do tras przejazdu. No bo dostęp to jest taki, że mogłem sobie obejrzeć taką rolkę, którą dostają zawodnicy. To akurat wcale, a wcale nie było pomocne - no bo przeciez jadę inną trasą - na skróty, a nie razem z zawodnikami. A taka mapka poglądowa jaką dostają przed rajdem teamy wiele warta nie jest, bo dokładnej drogi na niej nie ma. Całe szczęście jak wracałem już do obozu przez przypadek natknąłem się przy drodze na metę odcinka! Na dodatek było to jeszcze przed przejazdem pierwszego zawodnika. Ulokowałem się więc w dobrym miejscu widokowym i opalając się poczekałem na zawodników. Wkrótce przyjechali i Jacek i Marek.

Jacek Marek

Pooglądałem sobie jeszcze przejazdy innych i po wszystkim pojechałem do bazy rajdu. Tam porozmawiałem sobie trochę z zawodnikami i mechanikami. Jacek miał dużego pecha, bo pomylił drogę i 20 minut stracił. Jechali razem z Carlo de Gavardo, razem się zgubili i odjechali od trasy rajdu. Jacek, aby za bardzo nie odjechać od trasy, pojechał dalej terenem. De Gavardo natomiast zaryzykował karę i skrócił drogę asfaltem. Jak się okazało de Gavardo nie dostał kary i wygrał ten odcinek. Oj trudno, trudno jest jechać pierwszemu w rajdzie i szukać drogi za wszystkich. Z drugiej strony to dopiero musi być trening z nawigacji! W każdym razie Jacek był 7-my i jutro nie będzie musiał jechać jako pierwszy. Marek za to mógł wygrać ten odcinek, naprawdę szybki był na nim. Niestety lekka pomyłka trasy i suma sumarum dojechał 5-ty. Tego dnia też dostałem ochrzan od całego teamu za to, że jeżdżę rozpięty podczas takich upałów jakie panują. Podobno zawodnik, który nie ma kurtki nie może nawet zostać dopuszczony do startu. Jadąc na moto w upale i będąc na dodatek rozpiętym bardzo łatwo się jest odwodnić i tego dnia ja tego doświadczyłem. Źle się czułem, z nosa krew mi ciekła. Dopiero po kilku godzinach od wypicia 2 litrów wody poczułem się lepiej. Dobrze, że tego dnia był to odcinek Urgup-Urgup i mogłem odpocząć. Inaczej chyba bym nie dał rady. A tak się jakoś zreanimowałem. Wykąpałem się porządnie u rajdowców w pokoju hotelowym i już wieczorem byłem w pełni żywy! Połaziłem trochę po bazie rajdu i pooglądałem co porabiają wszystkie teamy. Santos bardzo fajnie jeździ na rowerze, specjalnie sobie na rajd przywiózł! Potrafi stanąć na tylnim kole i podskakiwać. Podobno jego gumy na moto są też całkiem całkiem. Team fabryczny KTM'a ma natomiast całkiem sympatyczną masażystkę. Wieczorkiem jeszcze razem ze Zbyszkiem wyskoczyliśmy pojeździć po Urgup na gumie, a później posiedzieliśmy razem z mechanikami przy piwku i z racji tego, że Orlenteam rozłożył się przy teamie KTM podglądaliśmy z zazdrością masażystkę KTM'a podczas pracy. Fajnie mają Brucy i de Gavardo. Następnego dnia zaplanowałem jakoś bokiem wkręcić się na ten masaż i poszedłem spać do busa serwisowego.