Turcja 2004 wraz z Orlen Team !!

Dzień piąty - wtorek 03-08-2004

Spało się średnio. To, że padało mi nie przeszkadzało, ale za blisko drogi się rozłożyłem, a przez całą noc jeździły samochody. Na dodatek jakaś dróżka była niedaleko, no i bałem się, aby ktoś mnie w nocy nie napadł. Wstałem więc z samego rana, jak jeszcze było ciemno

Pierwsza noc w Azji!

i ruszyłem w drogę kierując się na Ankarę. Jechałem drogą biegnącą przy autostradzie

Droga przy autostradzie

przez Duzce, Bolu, Gerede i Kizilcahamam. Po drodze zjadłem jeszcze śniadanie w restauracji przy stacji benzynowej.

Śniadanko

Coś dziwnego było tym śniadankiem - jakieś seromasło w miodzie, ale nawet smaczne. Po raz drugi zdziwiła mnie sympatycznośc turków. Podczas śniadania przysiedli się do mnie kasjer, kelner i szef kuchni no i przegadaliśmy na migi z pół godziny jeszcze po śniadaniu. W końcu dotarłem do Ankary, a tam zaplanowałem dalszą drogę na mapie.

Planowanie drogi w Ankarze

Uff, strasznie gorąco było...., ale jakoś jechałem dalej. I tak minąłem Kirikkale. Gdzieś po drodze zatrzymałem się na drugie śniadanie (owocki) w przydrożnym sklepiku.

Sklepik

Znowu byłem lekko w szoku, bo sprzedawca oprócz samego sprzedania ich umył je i zaprosił do stolika, gdzie rozmawiając z nim podjadłem sobie. Trochę głupio to musiało dla niego wyglądać, bo na początku nie wiedziałem jak się je świeże figi. Na zakończenie chłopak jak się dowiedział skąd jadę powiedział tylko "Crazy man!" i umył mi kask z własnej inwencji (traktując to jako największy zaszczyt).

Mycie kasku

Po drugim śniadanku jechałem dalej przez Kirsehir do Nevsehir. Dziwna to była droga. Sam nie wiedziałem, czy to asfalt, czy żwirówka.

Droga

Na dodatek ograniczenia szybkości były drakońskie. Momentami widziało się drogę na 10km naprzód (taka dłuuuuga prosta), żadnego jadącego samochodu, a ograniczenie do 30! Nie przeszkodziło to lokalnej policji złapać mnie przy przekroczeniu szybkości. Jechałem wedle nich 103, a ograniczenia dla motocykli mają w Turcji drakońskie. Na autostradzie można jechać maksymalnie chyba tylko 68 km/h. Tak więc bez utraty 20 Euro na rzecz policji się nie obyło. W końcu jednak dotarłem do Urgup i naszego Orlen teamu!

Orlen team po raz pierwszy - serwis motocykla Marka!

Trochę smutny był to dzień dla naszych rajdowców, bo Marek z powodu awarii stracił prowadzenie. Na dodatek prawie półtorej godziny straty do prowadzącego praktycznie wykluczało nadzieje na odrobienie strat. Jacek za to był 6-ty tracąc 23 minuty, czyli nieźle. Niestety 6-te miejsce oznaczało przy przepisach rajdu to, że jutro startuje jako pierwszy. Czyli odkurza trasę i na bardzo dobry wynik nie ma co liczyć. Co się działo w rajdzie możecie dokładnie przeczytać tutaj. Cały team przyjął mnie jednak po prostu rewelacyjnie. Nie spodziewałem się takiego przyjęcia przez nich. Wieczorem razem ze Zbyszkiem Radzikowskim (mechanik teamu) pojechaliśmy zatankować KTM'y (on kierując, a ja z tyłu za nim, trzymając kanister). WOW!! Ale zwierze z Dakarówki jest! Na 4-ce w 2 osoby idzie z gazu na gumę! Wieczór spędziłem na pogaduchach z mechanikami przy piwku. Nocleg natomiast miałem zapewniony przez nich w busie serwisowym na płaskim i równym drewnianym stole. Bosko!