Turcja 2004 wraz z Orlen Team !!

Dzień pierwszy - piątek 30-07-2004

Po późnej pobudce jeszcze ostatnie sprawdzenie, czy wszystko jest OK plus godzina siedzenia i myślenia, czy czegoś nie zapomniałem i tuż przed południem ruszam w drogę! Po drodze jeszcze wymiana PLNów na Euro w warszawskim kantorze i zerknięcie na licznik - 31252km. Jakieś niecałe 100km za Warszawą robię pierwszy przystanek dla sprawdzenia, czy wszystko jest OK. Niestety pociekł simmering na lewej ladze. Nie aż tak bardzo pociekł, ale trochę. Ja wiem, już dwa lata temu mi pociekł. W sumie powinienem był go wymienić, ale zawsze czyszczenie kliszą pomagało. Chwila zastanowienia i decyzja - przecież nie pozwolę takiemu drobiazgowi zepsuć sobie wyjazdu. Tak więc nawet nie chciało mi się wyjmować kluczy, kliszy i kombinować. Postanowiłem zobaczyć co się będzie działo po całym dniu jazdy, a tymczasem tylko obserwować mały wyciek. Na stacji benzynowej kupiłem jeszcze silikonowy spray do czyszczenia kokpitów w samochodach (zawsze pomaga na wycieki z simmeringów) i psikałem nim co raz lagi.

Wyciek

Droga po Polsce przebiegała bez większych wydarzeń. Tuż przed granicą zaczął padać deszcz, ale nic sobie z niego nie zrobiłem. Zatrzymałem się pod mostem

Deszcz pod mostem

, założyłem spodnie przeciwdeszczowe, sprawdziłem dalszą drogę korzystając z okazji i pojechałem dalej. Granicę minąłem w Piwnicznej. Co to za granica - nawet mówić nie ma o czym.

prawie Słowacja

Później przejechałem przez Presov, Kosice i zauważywszy zapadający zmrok zacząłem szukać miejsca na nocleg. Tak sobie jechałem i jechałem szukając ładnego miejsca, aż tu nagle patrzę - granica z Węgrami!! Nic to - przekroczyłem ją także i tuż za granicą znalazłem ładny lasek na górce. Zaparkowałem w krzaczorach

krzaczory na Węgrzech

i poszedłem spać. W sumie fajnie wypadło, bo jak rozkładałem mini-namiocik to nie padało. Zaczęło dopiero wtedy jak do niego wszedłem. Czyli git :).