Obudziło mnie słońce wcześnie rano, umyłem się w morzu, zrobiłem kilka fotek

Morze - Chałupy

Morze - Chałupy

i powoli zacząłem się pakować. Z pewnym niedosytem (te słowa w znanej piosence Zbigniewa Wodeckiego chyba jednak nie są do końca prawdziwe) wyruszyłem na zachód. Starałem się jechać drogami jak najbliżej plaży, choć czasem nie były może pierwszej jakości (a w końcu miałem nie tak dużo czasu na objechanie całej Polski). Kupiłem śniadanie, zjadłem je na plaży nad morzem i ruszyłem na zachód odwiedzając po drodze Władysławowo, Ustkę, Koszalin, Kołobrzeg, Trzebiatów i Międzyzdroje. Przed Świnoujściem nieoczekiwanie okazało się, że taki dziwny znaczek na mapie to transport promem

Prom do Świnoujścia

. Po przeprawie, razem z kredensem zresztą, dotarłem do Świnoujścia, gdzie zrobiłem pamiątkową fotkę:

Świnoujście

. Ze Świnoujścia wróciłem promem i zacząłem jechać na południe wzdłuż granicy. Na wjeździe na autostradę przed Gryfinem, na pięknym łuczku opanowałem uślizg tylnego koła na piaseczku, jak mi się wydawało. W drugi łuczek wchodziłem już wolniej - niestety tył ciągle uciekał, a ja już wiedziałem o co chodzi: guma. Stanąłem wiec, w najbardziej głupim miejscu (tam gdzie samochody się rozpędzają, a kierowcy patrzą nie przed siebie na drogę, tylko na ruch na autostradzie) i rozpakowałem kateemka. Zamiast trójkąta ustawiłem zdjęty śpiwór w profesjonalnym, fluoresencyjnie niebieskim ochraniaczu.

Guma

Niestety używając standardowego zestawu narzędzi nie udało mi się odkręcić śruby - była ciut za mocno dokręcona. Całe szczęście, że kierowca przejeżdżającej ciężarówki miał trochę większy klucz. Po zdjęciu koła, aby nie łazić po autostradzie, przelazłem przez barierkę i tam wyjąłem dentkę. Niestety nie udało mi się wyjąć gwoździa z opony - odłamałem końcówke, ale reszta została w oponie. Ze ściśniętym sercem założyłem kostkę (która wg Maćka Kwietnia miała wytrzymać dojazdy do terenu po asfalcie), zmontowałem wszystko, przypiąłem bagaże w sposób, który wydawał mi się lepszym i ruszyłem dalej na południe. Po 10 km rzuciłem okiem na bagaże (czy się trzymają), a tutaj kurde widzę jakąś dentkę ciągnącą się za mną. Stanąłem więc, mając w myślach "O kurde, zapomniałem schować dentkę, która musiała się gdzieś zaplątać". Niestety - dentkę spakowałem, ale sposób upięcia bagaży wcale nie był lepszy - sakwa zaczęła dotykać koła i się przetarła. W skutek tego przez dziurę wywlekła się dentka - oczywiście dobra, zapasowa do przedniego koła (shit). Niestety wypadło też kilka kluczy, w tym oryginalnych, które dostałem rezem z motocyklem (shit shit shit). Przepakowałem się i ruszyłem dalej w trasę przez Chojną, Kostrzyn, aż pod Słubice. Tam znalazłem ładne miejsce na polu pod drzewem, gdzie się rozłożyłem. Wieczór był straszny. Komary gryzły jak szalone. Cały schowałem się w śpiworze, pocąc się niemiłosiernie, a one dalej gryzły mnie w twarz. Próbowałem przykrywać twarz kurtką, ale nie dałem rady usnąć tak oddychając. Trochę pomagała prowizoryczna moskitiera zrobiona z siateczki zrobionej z podpinki od dresu. Całe szczęście około 2-giej w nocy zrobiło się chłodniej i komary się uspokoiły, więc udało mi się usnąć.

Ciekawe strony: Taniec | Polifonia |; Zakłady bukmacherskie | Bookmaker |; Loga |; Zakłady bukmacherskie Zakłady bukmacherskie | Zakłady bukmacherskie | tibia |;opisy gg | gify;|  Hawaje;|  GTA San Andreas | Zakłady bukmacherskie | BreakDance | Komputer On-Line | Programy Humor | The Sims - Sim Mafia | BreakDance | opisy do gg | Trzecia Rzesza | KATALOGI i DMOZy